[recenzja] WFF 2013: Moje rzeczy

Kadr z filmu "Moje rzeczy" (reż. Petri Luukkainen)

Jakie rzeczy są mi niezbędne do życia? Czego tak naprawdę potrzebuję, a bez czego mogę się obejść? Takie pytania stawia sobie Petri Luukkainen. Reżyser i zarazem główny bohater dokumentu „Moje rzeczy” postanawia odnaleźć odpowiedzi w bardzo ciekawy sposób: przeprowadzając eksperyment na samym sobie. Zasady projektu są bardzo proste: Petri zostawi wszystkie tytułowe rzeczy (dosłownie wszystko, w tym całą odzież) w przechowalni i przez cały rok będzie mógł brać każdego dnia tylko jedną z nich. Dodatkowo, nie kupi nic nowego – oczywiście oprócz jedzenia, choć wciąż będzie mieszkać w swoim mieszkaniu. Jednak, jak pokazuje film Luukkainena, to nie rzeczy są tym, czego ostatecznie człowiek najbardziej potrzebuje.

Reżyser opowiada tu o zachodnim społeczeństwie, dla którego konsumpcjonizm stał się wiodącym sposobem życia. Dokumentując przeprowadzony na sobie eksperyment, bada naturę współczesnego człowieka. Człowieka, który nie zatrzymuje się choćby na chwilę w pogoni za kolejnymi rzeczami, odczuwa ciągłą potrzebę kupowania i posiadania przedmiotów. Luukkainen, dosłownie na własnej skórze, odczuł, ile przyjemności daje założenie koszuli po kilku dniach chodzenia w samym płaszczu czy pierwsza noc spędzona na materacu po tygodniu spania na gołej podłodze. Co więcej, w bardzo umiejętny sposób pokazał to na ekranie. Oprócz obrazu z kamery towarzyszącej mu na co dzień, wzbogacił własne przeżycia interesującymi przemyśleniami oraz komentarzami swoimi, swoich znajomych i rodziny.

Luukkainen stworzył film, który nie jest co prawda szczególnie wciągający czy fascynujący, ale udało mu się w cierpliwy i dokładny sposób pokazać rozterki i problemy człowieka nagle pozbawionego rzeczy, które dotychczas uważał za niezbędne. Uniknął przy tym „niechlujności” wykonania, której można się obawiać w przypadku tego rodzaju dokumentów. Dużą zaletą „Moich rzeczy” jest również ciepły, życiowy i chyba nie zawsze zaplanowany humor. Oczywiście Luukkainenowi nie udało się uniknąć pewnych usterek – na początku eksperymentu zmuszony był do smarowania palcem bułki, która – mimo braku noża – była równo przekrojona na pół.

W momencie, kiedy Luukkainen wyjął już z przechowalni wystarczająco dużo rzeczy, by żyć na przyzwoitym poziomie, zaczęło mu brakować czegoś zupełnie innego. Czego? Towarzystwa, a dokładniej – drugiej połowy. To właśnie najważniejsze przesłanie filmu fińskiego reżysera: choćbyś posiadał nie wiadomo ile rzeczy, i tak nigdy nie zastąpią ci one kontaktu z drugim człowiekiem.