[news] „Blue Ruin”, czyli za pieniądze z Kickstartera do Cannes po nagrody

Kadr z filmu "Blue Ruin" (reż. Jeremy Saulnier)

Światowa premiera „Blue Ruin” miała miejsce w 2013 roku na festiwalu w Cannes (u nas pojawi się na ekranach 29 sierpnia), skąd film wyjechał z nagrodą FIPRESCI przyznawaną przez międzynarodową krytykę. Sytuacja to tyle niezwykła, że mamy do czynienia z filmem sfinansowanym w całości z własnej kieszeni reżysera – w tym z pieniędzy z… funduszu emerytalnego jego żony – oraz dzięki środkom zebranym w ramach kampanii last-minute na serwisie crowdfundingowym Kickstarter.

„Blue Ruin” to klasyczny amerykański thriller porównywany do najlepszych dokonań braci Coen, hipnotyczny film o zemście, do końca trzymający w napięciu. Reżyserowi – jak podkreślał w wywiadach – zależało na tym, by pomimo pojawiającej się na ekranie przemocy film nie kojarzył się z kinem „dla twardzieli”. Tytuł „Blue Ruin” można odczytywać dosłownie jako „klęska”, jako nawiązanie do Oceanu Atlantyckiego (akcja rozgrywa się na Wschodnim Wybrzeżu), czy też przerdzewiałego błękitnego Pontiaca Bonneville, w którym mieszka główny bohater. Może on również odnosić się do specyficznego nastroju, jaki panuje w filmie i w ten sposób tytuł „działa” na kilku poziomach.

„Blue Ruin” to dzieło dwóch szkolnych kolegów z małego miasta w amerykańskim stanie Wirginia – Jeremy’ego Saulniera (operatora i reżysera) i Macona Blaira (aktora i scenarzysty), którzy od najmłodszych lat razem kręcili kamerą Super 8 amatorskie filmy pełne krwi i przemocy. Gdy w 2007 roku Saulnier zrealizował dobrze przyjęty komediowy horror „Murder Party”, wydawało się, że kariera stoi przed nim otworem. Skończyło się jednak na kręceniu reklam dla pieniędzy i pracą operatora filmowego przy filmach innych reżyserów. Saulnier miał jednak większe ambicje i w 2012 roku postanowił postawić wszystko na jedną kartę: sam napisał scenariusz „Blue Ruin”, sam postanowił zrealizować zdjęcia do filmu, wyreżyserować go, sfinansować, a do głównej roli zaangażował najlepszego przyjaciela Macona Blaira.

Na niecałe 2 miesiące przed terminem zgłoszeń do Sundance Film Festival Amerykanin poprosił użytkowników serwisu Kickstarter o 35 tysięcy dolarów na gaże dla ekipy, by móc film ukończyć i na czas wysłać. Zarówno on, jak i Blair w lutym 2013 spodziewali się dzieci i uznali, że teraz albo nigdy – zwłaszcza, że być może to pierwszy i ostatni raz kiedy mogą zrobić razem film. Wydatki cięli jak mogli: zdjęcia kręcili kamerą cyfrową, w miejscach należących do rodziny i przyjaciół, a znajomych prosili o przysługi. Saulnier na planie nabawił się bezsenności, a nawet zemdlał. – Czułem, jakby stawką był cały świat – przyznaje.

Terminu udało się dotrzymać, jednak selekcjonerzy Sundance – specjalizujący się w amerykańskim kinie niezależnym – odrzucił „Blue Ruin”. Po canneńskiej premierze, czerwonym dywanie na Lazurowym Wybrzeżu i zachwytach międzynarodowej krytyki reżyser chyba aż tak bardzo tego nie żałuje…