WFF 2014: 5 x TAK

30. Warszawski Festiwal Filmowy / 30. Warsaw Film Festival

Przedstawiamy Wam drugą z zapowiadanych przez Recenzentów.pl listę – tym razem znajdziecie na niej pięć naszym zdaniem najlepszych tytułów z programu tegorocznego WFF. Ich wybranie nie było zadaniem łatwym – całe szczęście dlatego, że filmów zasługujących na uwzględnienie było w tym roku całkiem sporo. Oto lista 5 filmów, których obejrzenie polecamy z całkowitym przekonaniem!

 Chłód w lipcu, Cold in July, reż. Jim Mickle (USA, 2014)

Kadr z filmu "Chłód w lipcu" (reż. Jim Mickle)

Kadr z filmu „Chłód w lipcu” (reż. Jim Mickle)

Richard staje sie lokalnym bohaterem po tym, jak zastrzelił mężczyznę próbującego okraść jego dom. Jego problemy zaczynają się, kiedy w okolicy pojawia się ojciec zabitego włamywacza. Reżyser Jim Mickle zachwyca przede wszystkim perfekcyjną żonglerką gatunkami. Na początku wprowadza widza w gęstą, duszącą atmosferę thrillera. Mniej więcej w połowie filmu, wraz z pojawieniem się na ekranie Dona Johnsona, następuje dość niespodziewany zwrot w zdecydowanie bardziej komediowe klimaty. Ta zaskakująca wolta stanowi największą zaletę „Chłodu w lipcu” i mimo że reżyser momentami ociera się o pastisz, szczególnie w scenie finałowej strzelaniny, udaje mu się cały czas zachować harmonię pomiędzy konwencjami. Zresztą Mickle w ogóle lubi zaskakiwać widza, racząc go częstymi zwrotami akcji, dzięki czemu jego filmu to po prostu rasowe kino rozrywkowe.

Jak się nazywam, Kak menya zovut, reż. Nigina Sayfullaeva (Rosja, 2014)

Kadr z filmu "Jak się nazywam" (reż. Nigina Sayfullaeva)

Kadr z filmu „Jak się nazywam” (reż. Nigina Sayfullaeva)

Doskonały pełnometrażowy debiut Niginy Sayfullaevy. Reżyserka prezentuje historię dwóch młodych Rosjanek, które przyjeżdżają na Krym w poszukiwaniu ojca jednej z nich. Niewinny żart przyjaciółek, polegający na zamianie się rolami, będzie początkiem dramatycznych wydarzeń. A sam wyjazd stanie się dla obu dziewczyn gorzką lekcją życia. Oglądając film Sayfullaevy, nie można pozbyć się skojarzeń z „Powrotem” Zwiagincewa – zarówno jeśli chodzi o fabularne podobieństwo, jak i postać ojca, odgrywaną w obu filmach przez Konstantina Ławronienko. Podobnie jak Zwiagincew, młoda reżyserka zręcznie manipuluje emocjami widza, skupiając się relacjach łączących jej bohaterów, bardzo mocno pragnących choć odrobiny bliskości i ciepła. Sayfullaeva realistycznie i umiejętnie rysuje psychologiczne portrety – wycofanego Sergieja, lekko wulgarnej i zabawowej Saszy oraz cichej, nieśmiałej Olji, dzięki czemu stworzony przez nią obraz okazał się jednym z najlepszych filmów festiwalu.

Co robimy w ukryciu, What We Do in the Shadows, reż. Taika Waititi, Jemaine Clement (Nowa Zelandia, 2014)

Kadr z filmu "Co robimy w ukryciu" (reż. Taika Waititi, Jemaine Clement)

Kadr z filmu „Co robimy w ukryciu” (reż. Taika Waititi, Jemaine Clement)

Film nowozelandzkich twórców to utrzymana w konwencji mockumentu opowieść o wampirach, którzy – niczym grupa studentów – mieszkają wspólnie pod jednym dachem. Przypominają nieco bohaterów „Tylko kochankowie przeżyją” czy „Wywiadu z wampirem”, wśród paczki jest również sam Nosferatu. Jednocześnie są zupełne nieprzystosowani do życia (czy też nie-życia) we współczesnym świecie, a od klasycznych ekranowych krwiopijców odróżnia ich to, że ich niedopasowanie jest momentami równie zabawne, co ujmujące. Twórcy raczą widza doskonałym dowcipem, inteligentnie i humorystycznie reinterpretując doskonale znane schematy dotyczące nie tylko wampirów, ale także wilkołaków, zombie i wszelkiego typu potworów. Dodatkowego smaczku dodaje filmowi wyraźnie zaznaczona i spójna forma mockumentu, a całość dopełnia klimatycznie dobrana muzyka. Nie trzeba się więc dziwić, że publiczność WFF wielokrotnie nagradzała „Co robimy w ukryciu” salwami śmiechu i gromkimi brawami.

Prezydent, The President, reż. Mohsen Makhmalbaf (Gruzja/Francja/Wielka Brytania/Niemcy, 2014)

Kadr z filmu "Prezydent" (reż. Mohsen Makhmalbaf)

Kadr z filmu „Prezydent” (reż. Mohsen Makhmalbaf)

W nienazwanym kraju gdzieś na Kaukazie dochodzi do zamachu stanu. Dotychczasowy dyktator, tytułowy prezydent, zostaje zmuszony do ucieczki i wraz ze swoim wnukiem przemierza kraj ogarnięty wojną. Mohsen Makhmalbaf, inspirując się wydarzeniami Arabskiej Wiosny, przedstawia nam swoje refleksje na temat demokracji, walki o wolność, rewolucji i żądzy zemsty. Choć sceny wybuchających na początku filmu zamieszek być może nie zrobią wielkiego wrażenia na współczesnym widzu, to wraz z zagłębiającymi się w kaukaskie bezdroża bohaterami zostajemy wciągnięci w mistrzowsko zbudowaną fabułę. Prezydent na swojej drodze spotyka przeróżnych ludzi, od których dowiaduje się, jak z ich perspektywy wyglądały lata jego rządów, dzięki czemu Makhmalbaf zręcznie buduje napięcie, aż do nieuniknionego momentu kulminacji. W jaki sposób korzystać z niedawno odzyskanej wolności? Czy po latach krwawych rządów ludzie są w stanie wybaczyć krzywdy? Makhmalbaf nie daje łatwych odpowiedzi, ale widzi jasne światełko na końcu ciemnego tunelu.

W pół drogi, Halfweg, reż. Geoffrey Enthoven (Belgia, 2014)

Kadr z filmu "W pół drogi" (reż. Geoffrey Enthoven)

Kadr z filmu „W pół drogi” (reż. Geoffrey Enthoven)

Chyba najlepszy film tegorocznej edycji Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Stephen wprowadza się pięknego domu, nie jest jednak świadomy, że poprzedni właściciel jeszcze nie do końca się z niego wyprowadził… Scena otwierająca film Geoffreya Enthovena, podobnie jak ten krótki opis, nie sugeruje, z jakim gatunkiem mamy do czynienia, a rozpoczynająca się opowieść mogłaby potoczyć się w dowolnym kierunku. Jednak dość szybko staje się jasne, że – choć jednym z głównych bohaterów jest duch – mamy tu do czynienia z komediodramatem, w którym reżyser pod przykryciem ciepłego, inteligentnego humoru przemyca ostatecznie nie najweselszą historię. Zastanawiający tytuł odnosi się do bohaterów. Wszyscy w taki czy inny sposób znajdują się w pół drogi: życia, śmierci czy zmiany właściciela – jak w przypadku domu, który jest oddzielnym, żyjącym własnym życiem bohaterem, w przestrzeni którego toczy się cała akcja filmu. Geoffrey Enthoven nie nakręcił dzieła ambitnego czy wybitnego, ale stworzył na obraz, który momentami wzrusza, momentami śmieszy, a przede wszystkim od początku do końca doskonale się ogląda.