Wysmakowane kino nowej Azji – wrażenia po 10. festiwalu Pięć Smaków

10. Festiwal Filmowy Pięć Smaków

Przed startem festiwalu Pięć Smaków stworzyliśmy listę propozycji, które polecamy zobaczyć. Obejrzeliśmy je także sami. Dziś, już na chłodno, spokojnie podsumowujemy te wybory podążając kluczem podstawowych smaków ludzkich.

Kadr z filmu "Twoja i nie tylko twoja", fot. Festiwal Pięć Smaków

Kadr z filmu „Twoja i nie tylko twoja”, fot. Festiwal Pięć Smaków

SŁODKI – „Atak serca”

Zgodnie z przewidywaniami, najsłodsza z wybranej piątki okazała się tajska komedia o młodym grafiku-pracoholiku i lekarce ratującej go przed śmiercią z przepracowania. Film nie jest więc wyłącznie śmieszny i lekki, a blisko finału możecie wręcz drżeć o tragiczny los głównego bohatera.

Jako otępiony bezsennością, cudowny dzieciak designu komputerowego, nad którym ciąży widmo jeszcze bardziej bezkompromisowego, młodszego rywala, Yoon po prostu rozczula. Jest w nim pewne podobieństwo do szybko „zużywających się” supermodelek, które pod koniec życia zawodowego rozpaczliwie starają się chwycić wszystkich szans na ostatnie wielkie zlecenie.

Pomimo zbyt wielu pozornych finałów, „Atak serca” to przyjemna i przemyślana zabawa
o współczesnym problemie wielu ambitnych ludzi, nie tylko z tamtej części świata.

SŁONY – „Długie przeprosiny”

Najlepszy na festiwalu. Głównie dlatego, że powiela trwający przynajmniej od początku dekady schemat, w którym japońskie kino o trudnych tematach opowiada w wyważony i niesamowicie mądry sposób. Na tapecie byli już zapomniani zmarli, piekło Alzheimera czy konsekwencje zamiany dzieci przy porodzie. W „Długich przeprosinach” twórcy badają zdolność człowieka do wybaczenia samemu sobie.

Już klimatyczny prolog, w którym ginie żona bohatera, obiecuje wiele. W procesie trwającego przez cały film, powolnego katharsis, Sachio stopniowo pozwala uchodzić swoim emocjom. Zmieniają one wszystkich naokoło owdowiałego pisarza, a mimo to broni się on rękami i nogami przed całkowitą kapitulacją wobec okrutnych faktów.

I choć wygrywa życiowa mądrość i spokój ducha, do końca nie jesteśmy pewni, czy dalej będzie się dało żyć tak samo jak dotychczas.

Kadr z filmu "Droga do Mandalay", fot. Festiwal Pięć Smaków

Kadr z filmu „Droga do Mandalay”, fot. Festiwal Pięć Smaków

GORZKI – „Droga do Mandalay”

Midi Z zjadł zęby na filmach o wyzysku jednostki. Po raz pierwszy do świetnie znanego tematu dano mu jednak nadzwyczajnie pokaźny budżet realizacyjny. Starczyło na profesjonalnych aktorów, nieźle skomponowany scenariusz i kilka planów filmowych.

Zamknięta kompozycja filmu działa co prawda na jego korzyść, ale też bardzo późno ujawnia logiczny tok rozumowania reżysera. Nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie sam finał opowieści. Tradycyjnie szekspirowski, niesamowicie spłyca najważniejszy aspekt, o którym zdaje się mówić.

Birma to wciąż więzienie w sercu Azji. I uciec z niego najczęściej nie sposób.

KWAŚNY – „Dziesięć lat”

Pięć prób zajrzenia w niedaleką przyszłość Hongkongu. Krótkie metraże najzdolniejszych reżyserów młodego pokolenia snują różne prognozy społeczne na 2025 rok. Wszystkie powstały tuż po zamieszkach w 2015 roku i są wyraźnie obarczone ich piętnem.

Gorzkie sądy na temat kondycji przyszłych władz i pesymistyczne wizje dotyczące utraty niepodległości na rzecz Chin dominują przekaz „Dziesięciu lat”. Wszyscy twórcy przekonują, że jest się czego obawiać, ale czynią to w bardzo nierównym stylu.

Z pięciu historii, jedna jest na tyle hermetyczna, że nie da się jej oglądać. Dwie raczej nie załapałyby się na przeciętny festiwal krótkich form. Pozostałe dają momenty satysfakcji z zakupionego biletu, ale wciąż daleko im do miana olśnienia. W efekcie, na ten kinowy alarm, zareaguje niewielu.

UMAMI – „Twoja i nie tylko twoja”

Nowy dramat Hong Sang-soo można nazwać formalnie ciekawym. Nieliniowa, a raczej wieloliniowa narracja przypomina emocjonalną „Incepcję”, a w wielu rozmowach bohaterów widać zafascynowanie reżysera ikoniczną trylogią Linklatera.

Trzeba sobie zadać pytanie: dokąd ten film zmierza? Jaki wniosek ma z niego płynąć? Czy jakiś w ogóle? Osobiście staję po stronie niedowiarków. Ale w wypadku tego filmu nie będę Was uparcie przekonywał do własnego zdania.

Być może jest to bajka nie moja. I tylko nie moja.

Kadr z filmu "Dziesięć lat", fot. Festiwal Pięć Smaków

Kadr z filmu „Dziesięć lat”, fot. Festiwal Pięć Smaków