[recenzja] WFF 2012: W cudzej skórze

Kadr z filmu "W cudzej skórze" (reż. Bart Layton)

Rok 1994, San Antonio w stanie Teksas. Trzynastoletni Nicholas wychodzi zagrać w koszykówkę i nie wraca do domu. Prawie cztery lata później zostaje odnaleziony żywy, tysiące kilometrów od domu – w Hiszpanii. Jest zupełnie przerażony, wycofany i zdezorientowany. Zakrywając ze strachu twarz i oczy, wyjawia szokującą historię porwania, molestowania seksualnego i tortur, którego doświadczył nie tylko on, ale również wiele innych dzieci. Rodzina Nicholasa, która niemal straciła nadzieję na jego odnalezienie, przyjmuje chłopaka z otwartymi rękoma i nie posiada się z radości z powodu jego szczęśliwego powrotu. Ale nie wszystko jest tym, czym się wydaje.

„W cudzej skórze” to thriller dokumentalny, w którym reżyser Bart Layton wciąga widzów w zagmatwaną detektywistyczną grę. Od samego początku wiemy, że główny bohater nie jest tym, za kogo się podaje – sam bez ogródek o tym opowiada, przedstawiając szczegóły całego przedsięwzięcia. Chłopak ma te same tatuaże, lecz wygląda zdecydowanie inaczej i mówi z dziwnym akcentem. Wątpliwości co do jego tożsamości mają zarówno hiszpańscy urzędnicy, jak i amerykańskie służby. Dlaczego jednak rodzina, która powinna znać Nicholasa najlepiej, zdaje się nie zauważać rażących różnic? Kim jest podający się za chłopaka nieznajomy? I co stało się z prawdziwym Nicholasem? Pytań pojawia się coraz więcej, a odpowiedzi na nie wydają się takie łatwe.

Za każdym razem, gdy już wydaje się, że elementy zagadki wkrótce uda się złożyć w spójną całość, kolejny zwrot przewraca wszystko do góry nogami. W pewnym momencie można odnieść wrażenie, że każdy z bohaterów „W cudzej skórze” coś ukrywa, czegoś nie chce lub boi się powiedzieć. Angażując widzów w dociekania o prawdę, Layton prowadzi z nimi skomplikowaną grę, nie dając niemal żadnych odpowiedzi, jednocześnie zapewniając doskonałą rozrywkę i nie nudząc ani przez chwilę.

Jest to głównie zasługa doskonale budowanej atmosfery. Choć to dokument, „W cudzej skórze” trzyma w napięciu, którego nie powstydziłby się niejeden thriller fabularny. Layton umiejętnie miesza wypowiedzi bohaterów z filmami z domowego archiwum rodziny Nicholasa, nagraniami z programów telewizyjnych oraz fabularnymi rekonstrukcjami wydarzeń sprzed lat. W ten sposób powstał naprawdę udany i nietuzinkowy dokument.