[recenzja] WFF 2012: Kołysanka pościgowa

Kadr z filmu "Kołysanka pościgowa" (reż. Christoph Schaub)

Kto powiedział, że dziecko to dla rodziców źródło szczęścia i radości? Przybycie na świat małego Tima miało scementować związek Livii i Marco, lecz doprowadziło parę na skraj załamania nerwowego. Dlaczego? Dziewięciomiesięczny chłopiec każdej nocy swoim głośnym krzykiem domaga się ciągłej uwagi, nie pozostawiając rodzicom ani chwili na odpoczynek. Jedyna rzecz, która skutecznie usypia Tima, to warkot starego golfa należącego do pary. Chcąc przynajmniej na moment odpocząć od krzyku syna, co noc zabierają go na nocne przejażdżki szwajcarskimi autostradami. W trakcie jednej z nich…

Już polski tytuł filmu Christopha Schauba – „Kołysanka pościgowa” – uchyla rąbka tajemnicy na temat tego, co stanie się w trakcie jednej z takich nocnych przejażdżek. Wydawałoby się interesujący pomysł na fabułę, został niestety niewykorzystany. To co, przynajmniej moim zdaniem, mogłoby stać się prześmieszną komedią pomyłek z sensacyjną akcją skoncentrowaną wokół pościgu, okazało się bezbarwnym dramatem okraszonym zaledwie paroma udanymi dowcipami. Chociaż zarówno w postaciach, jak i filmowych sytuacjach z pewnością tkwi potencjał, który dałoby się wykorzystać w wielu humorystycznych scenach, to został on zwyczajnie zaprzepaszczony.

Konwencja przyjęta przez reżysera nie czyni „Kołysanki pościgowej” w żadnym wypadku głębszym, lecz po prostu nudniejszym – podróż golfem równie skutecznie usypia małego Tima, co widza. Fabule zarzucić można również pewną nieścisłość i brak logiki (np. wybór samochodów na stacji benzynowej), a niektóre wątki nie doczekały się zakończenia (brak odpowiedzi na pytanie, co właściwie stało się z mającym problemy żołądkowe właścicielem mercedesa?). Poza tym film Christopha Schauba zdecydowanie zniechęca do podróżowania nocą po szwajcarskich autostradach – co drugi napotykany po drodze kierowca okazuje się być złodziejem, gwałcicielem lub narkomanem, a policja zupełnie nie reaguje na alarmujące telefony.

Niestety, podobnie jak pojawienie się dziecka nie przyniosło Livii i Marco szczęścia i radości, tak samo nie przysporzy ich widzowi obejrzenie „Kołysanki pościgowej”. A szkoda, bo z wyjściowego pomysłu mogła powstać naprawdę dobra komedia.